Archiwum 29 lipca 2003


lip 29 2003 W głowie się nie mieści.
Komentarze: 1

"To ja tak sobie kumuluję od prawego do lewego i tylko jedna kartka mi została a Mysza z portasów jokera wyciąga..."- rzekł A. po kolejnej wygranej przeze mnie partii w Remika, tuż po tym jak dyskretnie zwróciłam Mu uwagę, że dziś rękawów nie posiadam, zatem i lepszych kart stamtąd wyciągać nie mogę. Wymyślił portasy, następnie usiłował dowiedzieć się z której konkretnie nogawki, a że mechanizm sprawdzania był bardzo stanowczy, dlatego niemal ostałam się bez. "No ściągaj, ale już!"-usłyszałam. Tak to mężczyźni wykorzystują każdy stosowny ku temu moment:)Ale zamiast noża otwierającego się w kieszeni i pazurów wbijających się w plecki, tylko rżałam jak koń. O matko, te walki wręcz, wręcz śmiechem powalają. Nie wspomnę już o tym, iż mężczyzna podczas walki używa chwytów niestosownych, jak wspomniane wcześniej rozbieranie przeciwnika, a gdy to nie działa, próbuje wpłynąć na dumę przeciwnika i śmie wmawiać iż partia była sfałszowana, "Oszwabiasz mnie znów oszustko mała. Karty niby tasuje, niby jak należy, a tu proszę. Pewnie przekłada coś. Kombinuje." A prawda jest taka, że remik to jedyna gra karciana, w której mam niezwykłe szczęście i nic nie poradzę. Gdyby zrobić statystyki z różnymi osobami, rezultat wyszedłby imponujący.No dobra, czasem daję wygrać.Ale czasem. Buzi dla A.:*

O dyrektorze Ocipce, pozwolicie, że wypowiadać się nie będę, może jedno małe nawiązanie jedynie. Otóż swego czasu usłyszałam w radio Zet bodajże, jak to pewne czeskie małżeństwo nadało swojej pięcioletniej córce nowe nazwisko,a brzmiało ono " Koniprrdowa", na cześć, albo odwrotnie wręcz, pewnego fizjologiczngo procesu, o którym niektórzy wyrażają się 'puszczanie bąków' u ulubionego konia. Czy na chwałę to dziewczynce, czy na hańbę, chyba jasne dla wszystkich. Szkoda, że nie dla rodziców. Odebrałam to jako dobry żart i niesmaczną kaczkę dziennikarską, ale powiedzieć nie można, że ziarna prawdy w tym nie było. Zważywszy na czeskie poczucie humoru i kulturę owego narodu.

Ale nie o tym dziś chciałam. Otóż losie okrutny, moja młodsza siostra usłyszała od swojego szefa, w zakładzie u którego ma praktyki, jedno małe pytanie, które brzmiało mniej więcej tak:" Chcesz dla mnie pracować?" Gosia kiwnęła twierdząco głową, a wychodząc na zaplecze zrobiła wiele mówiące 'Jest!Jest!Jest!'. I nie dziwota, drodzy moi, po wszystkich fryzjerskich konkursach z których niektóre rangi ogólnopolskiej były, trudno było spodziewać się czego innego. A jakoże mama po fachu tym samym, tego samego dnia zaczęła biegać po rodzinie, gdzie się da i komu się da i rozpowiadać o tym, jak to Gosia w sierpniu wybiera się na kolejne szkolenie, do miasta jeszcze nie wiem jakiego, no bo jak ma pracować w "takim" zakładzie" to szef musi sobie ją wyrobić pod własną rękę, i wyszkolić tak, jak jemu pasuje. No to szkoli. A ja wchodząc to do dużego pokoju, to do kuchni, i jeszcze wówczas gdy nie daj Boże ktoś wpadnie na fryzowanie wysłuchuję "Gosia to, Gosia tamto", po czym zagoniona jestem do chwalenia kolejnych spodni, tudzież torebki, butów, i innych dupereli nowo zakupionych przez młodą i za każdym razem obchodzę się ze smakiem. Idzie bowiem o to, jak to zgrabnie ujął doktor Bednarek przy okazji pierwszego wykładu na pierwszym semestrze w wprowadzenia do nauki o literaturze, jestem jedynie intelektualnym robolem, który zawsze za ludzi mało wykształconych będzie odwalał czarną robotę. Przypuszczać nie mogłam nawet, jak prędko sławetne słowa odnajdą swe odzwierciedlenie  w rzeczywistości. A przekonuję się o tym za każdym razem gdy moim uprzykrzycielkom życia zaczyna się palić grunt pod nogami, bo mają sporządzić jakieś urzędowe pismo. ' Ty już myśl nad tym odwołaniem'- słyszę co jakiś czas. A to podanie. A to wniosek. A to coś jeszcze. 'A to pocałujcie mnie w dupę'- bo czuję, że niedługo się skończy. Młoda kasuje wszystkie swoje klientki, które zwalają się nam do chałupy, po czym lezie na zakupy, a ja słyszę tylko " To idź sobie do pracy. Zarób. Będziesz miała." A co ja wtedy robię? Zamykam się w pokoju i ryczę jak głupia. Jak Boga kocham, ale siły już nie mam.I oto drodzy państwo chodzi, że ludzie, którzy w życiu nie przeczytali żadnej książki i nie wiedzą przez jakie "ż" pisze się "wyobrażam sobie", dochodzą w tym kraju do finansowych sukcesów niemałych. Szkoły na dłuższą metę poobserwować choćby z daleka nie mieli okazji, w wieku lat kilkunastu stać ich na wiele, no przynajmniej na więcej niż mnie, a ich podstawowy słownik, to taki, o którym ja nie mam pojęcia. A tu człowiek uczy się już czternaście lat, piętnasty zaczyna, znosi widok i humory wielkich profesorków, popada w depresję, bo gnoją nieziemsko, gdy tymczasem nasz intelektualny niż żyje sobie beztrosko, robi to co lubi i słono mu za to płacą. "Lepiej byc mądrym i biednym niż głupim i bogatym"- A. powtarza mi co raz to, chcąc pocieszyć, ale mnie coraz mniej to przekonuje. Będę znała sobie klasyfikację głosek ze względu na...to i to i jeszcze to, historię literatury od deski do deski i będę tańczyć z miotłą w salonie fryzjerkim mojej młodszej siostry, a jak będę mówić o różnicy między Dostojewskim a innymi pisarzami realistycznej powieści młodopolskiej dziewiętnastego wieku, siostra zaśmieje się w głos i powie" Wiesz co, choć ty lepiej na szluga"

03.13 nad ranem niemalże, a ja spisek prześladowczy we własnej kuli szklanej rozgramiam:) Trzy złote ryby przeciw jednej czarnej biedaczce takowy zawiązały, a jak się żyje razem w jedenastu litrach wody, jedno żarło dostaje, to się o nie walczy zacięcie, a jeśli się drużynę trzech przeciw jednemu do walki powołuje, to z tym czwartym jest tak, że się snuje po dnie ostatkiem sił, a trzy pierwsze ze spasionymi bebechami wyczyniają akrobacje przeróżne i cieszą się życiem. Dlatego przeszkolona po dożywianiu piranii, pod nieobecność siostry, gdzie z mięchem surowym w jednej łapie i badylem do wpychania im wprost do gęby w drugiej, siedziałam godzinami i się niemal modliłam, co by choć raz raczyły wielce padliną nie wybrzydzać, bo żywej krowy dostarczyć im nie mam skąd, dokarmiam teraz czwartą chudzinę, stosując metodę " Chodź żesz tu cholero jedna!W łapę, raz!Do miski, dwa! I jedz, ale już!". W akwarium z innymi złapać choć kęsa nie jest w bowiem w stanie...

Dobra wiem. Marny powód na wytłumaczenie bezsenności. Serce mnie boli, no.

ani-mru-mru : :
lip 29 2003 Walka wręcz. Wręcz interesująca...:)
Komentarze: 2

Mały Yntelygentny Szczwany Zwierzak wdrapał się chytrze na plecy pana inżyniera i w sporze "Muszę już iść" nie dał łatwo zrobić w bambuko. Lądowanie z sofy drastyczniejsze dla owego pana było wszak, aniżeli dla mnie samej, a parkiet dla tego pierwszego niezmiernie twardy. Mi za to omal pstryczek od lampki nocnej, która ostatnimi czasy zalega na podłodze nie wbił się w potylicę, a oczy nie oślepły od nagłego błysku. Wspominać nie muszę już chyba o nadzwyczaj wymęczonej ruchami dynamicznymi przeponę, szczęce, która w banan jeszcze trochę pozostanie i łez jak grochów, które do kubka zbierać można było. Mały Y...S...Z... pełnił tyż, chwil kilka, rolę małpy kurczowo oplecionej giczałami i łapami w okół ciała pana majstra, podczas upartego podnoszenia się z twardego parkietu i przedzierania się przez przedmioty codziennego użytku, które tu okazały się być wielkimi przeszkodami, do drzwi wejściowych, w tymże przypadku - wyjściowych.Przy ścianie, obok drzwi, co raz lądowaliśmy w pozycji 'Poddaj się! Ręce do góry! Już mi się nie wymkniesz łotrze!' to ja to On, w między czasie zatykając sobie wzajemnie jadaczki, gdy zdrowy rozsądek podpowiadał 'Już po dwudziestej drugiej! Pan B. chybcikiem pojawi się obdarować Nas kneblami'.Jak się człowiek dobrze o przedmiot jakiś nogą zaparł, to i można było skutecznie przeciwnika pchnąć na sofę, uściąść na nim okrakiem i uskuteczniać gilgotki, zawsze jednak ryzyko było takie, że rączki sprytnego przeciwnika równie dobrze mogły lądować na brzuchu, pod pachami, pod kolankami, i we wszystkich, tym razem moich, miejscach, których wszelkie dotykanie grozi niechybnym i natychmiastowym uruchomieniem machiny śmiechu o imponującym natężeniu dźwiękowym oraz płaczu spowodowanego tym ostatnim właśnie. Powiedzmy otwarcie: bunt się we mnie zrodził dziecinny iście, a w Nim sprzeciw wobec tego buntu nie mniej dziecinny również. Efekt : Półgodzinne tarzanie się po podłodze, tudzież sofie, przypieranie przeciwnika do ściany, wojna o nieprzewidywalnym przebiegu. Do tego ofiar brak, lecz podział ról zaistniał, wygrany i przegrany wyłowiony po równej(?) walce. Tylko czemu do diaska ja ten ostatni? :P Eh te Jego wielkie niebieskie oczy i moje miękkie serce...:)

ani-mru-mru : :